Styczeń 2020

To że niema nowych notek nie jest spowodowane faktem że nic się nie dzieje u mnie, wręcz przeciwnie dzieje się tyle że nie miałem czasu na napisanie jakiejś składnej notki by ją tu umieścić. Styczeń zaczął się (jak co roku zresztą) Nowym Rokiem, w innej scenerii niż było zaplanowane ale równie fajnie. Gdy tylko cały alkohol z zabawy sylwestrowej (i kilku imprez towarzyszących) z nas zszedł ruszyliśmy na narty. Na początek Korbielów przy granicy ze Słowacją. Po drodze wykorzystaliśmy okazję by nawiedzić rodzinkę w Częstochowie. Gdy drużyna nr 2 dojechała do miasta słynącego z Jasnej Góry ruszyliśmy współnie na podbój gór. Do Korbielowa dotarliśmy dość późno i od razu zaczęła się patologia :P (no dobra nie od razu... najpierw zrobiliśmy małe przemeblowanie w pokojach). Z samego rana dnia następnego (czyli chwilę po 13) nastała pora ogarnąć narty, tym razem nie było problemów ze znalezieniem butów na moją nogę (choć do najwygodniejszych nie należały). Prze chwilę jeździliśmy całą bandą, a później zostałem na stoku tylko z Tomkiem gdyż profesjonaliści pojechali na górę która da im odpowiednie wrażenia. Byliśmy na Cypisku na tyle długo że udało mi się zjechać nawet przy sztucznym oświetleniu (pierwszy raz w życiu). Generalnie pod względem górki mi się podobało, zdecydowanie fajniej się jeździło niż w Zakopanem, tylko musiałem po każdym zjeździe się rozpinać z butów bo mnie bardzo uwierały. Dziwnym zbiegiem okoliczności dużo lepiej zaczęło mi się jeździć gdy z Tomkiem wypiliśmy sobie herbatkę z prądem. Nie najeździłem się do końca pierwszego dnia i pełen chęci zjazdowej na dzień następny udałem się na wieczorną patologię :-) tym razem połączoną z wysiłkiem umysłowym... scrable. Wyrazy wymyślane w tej grze i ich uzasadnianie godne było prof. Miodka. Patologia skończyła się koło 3 w nocy i już wtedy zaniepokoił mnie deszcz. Zaniepokojenie okazało się słuszne bo rano okazało się że dookoła jest jedno wielkie lodowisko i tam gdzie nie było posypane piaskiem/solą nie doło sie chodzić że o jeżdzeniu nie wspomnę. Stok z narciarskiego zmienił się w pochyłe lodowisko i jako że byłem bez wpływu środków doustnych poprawiających mniemanie o swoich umiejętnościach, odpuściłem sobie jazdę, okazało się zresztą że tego dnia stoki okazały sie się zdecydowanie trudniejsze niż dzień wcześniej. Mogłem się skupić na robieniu zdjęć bo jak na swoje możliwości to sie zaniedbałem. Wyjeżdżałem z Korbielowa bez poczucia spełnienia narciarskiego.
Nie długo po nartach przyszła pora na inny sport zimowy... saneczkarstwo :P wybraliśmy sie na kulig do rodzinnej miejscowości taty - Pienic. Najpierw zwizytowaliśmy z Izą wykończenie domu siostrzyczki w Krasnosielcu, a później standard... patologia. Zanim odbył się kulig przetestowana została górka śniegu przygotowana na podwórku. Sam kulig był bardzo fajny ciągnik URSUS dał radę , w drodze powrotnej my też daliśmy radę mimo że momentami drogą była dość mocno zasypana.
Tak nam się kulig spodobał że jak tylko wróciliśmy to już planowaliśmy następny, tym razem bliżej bo w okolicach Granicy w Kampinosie, tym razem ciągnik Ursus  o mocy 52 KoniMechanicznych zastąpiły 4 konie marki Koń o napędzie na paliwo stałe - siano, a sanki i worki z sianem zastąpiły sanie. Zimno było jak na biegunie, temperatura dochodziła do -22 stopni ale wszyscy się na to przygotowali. Po jeździe konnej bez trzymanki było ognisko z kiełbaskami.
Wszelkie zdjęcia w albumach poniżej.
korbielow 2010
pienicekulig2009
Kulig Kampinos 2010
2010-03-09 09:35:06

Życzenia Świąteczno Noworoczne


Zacznę od tego ze prawie mam wykształcenie wyższe, prawie studiuję prawo więc prawie jestem prawnikiem, wiem że prawie robi różnicę ale co mi tam w końcu to moja strona i nie zawaham się jej użyć. W związku z zaistniała sytuacją (święta i nowy rok) pragnę złożyć życzenia a powyższe graficzne nie wyczerpują moich zdolności :-) więc:
Życzenia złożone Tobie (zwanej lub zwanemu poniżej: "Przyjmującym Życzenia") przeze mnie (zwanego poniżej: "Życzącym"). *
    Przyjmij proszę, z wyłączeniem wyraźnej lub domniemanej mocy wiążącej, najlepsze życzenia przyjaznych środowisku, świadomych społecznie, bezstresowych, nieuzależniających i neutralnych płciowo świąt przesilenia zimowego, celebrowanych w ramach tradycji wyznania religijnego albo praktyk świeckich wedle wyboru Przyjmującego Życzenia, w szczególności zgodnie z tradycją Bożego Narodzenia, Chanuki lub Kwanzy, z zachowaniem należnego szacunku dla religijnych lub świeckich przekonań lub tradycji osób trzecich, albo ich wyboru niepraktykowania żadnych religijnych ani świeckich tradycji, jak również finansowo korzystnego, osobiście pomyślnego oraz medycznie nieskomplikowanego przebiegu ogólnie przyjmowanego roku kalendarzowego 2010, z zachowaniem należnego szacunku dla kalendarzy przyjmowanych przez mniejszości narodowe, etniczne lub wyznaniowe, bez względu na rasę, wyznanie, poglądy polityczne lub filozoficzne, kolor skóry, wiek, stopień sprawności fizycznej, wybór platformy komputerowej, lub preferencje seksualne Przyjmującego Życzenia.

*    Przyjęcie niniejszych życzeń oznacza jednoczesne przyjęcie następujących warunków i zastrzeżeń. Niniejsze życzenia podlegają dalszemu sprecyzowaniu, wycofaniu lub odwołaniu przez Życzącego bez zachowania jakichkolwiek terminów wypowiedzenia oraz bez potrzeby uzasadnienia. Niniejsze życzenia mogą być nieodpłatnie przenoszone przez Przyjmującego Życzenia w niezmienionej treści na rzecz osób trzecich. Niniejsze życzenia nie implikują żadnej obietnicy ze strony Życzącego do rzeczywistego wprowadzenia w życie któregokolwiek z wyżej wymienionych życzeń, a w szczególności nie stanowią oferty w rozumieniu odpowiednich przepisów prawa. Jakiekolwiek fragmenty niniejszych życzeń sprzeczne z bezwzględnie obowiązującymi przepisami prawa należy uznać za niezłożone, bez wpływu na pozostałe fragmenty życzeń. Niniejsze życzenia nie mają wartości finansowej. Życzący gwarantuje działanie niniejszych życzeń zgodne z powszechnie przyjętym działaniem życzeń w zakresie dobrych wiadomości przez okres jednego roku albo do chwili wydania kolejnych życzeń świątecznych, którekolwiek z tych zdarzeń nastąpi wcześniej. Gwarancja jest ograniczona do wymiany niniejszych życzeń lub wydania nowych życzeń, bez potrzeby uzasadnienia przez Życzącego.
2009-12-21 19:29:04

Mistrzostwa Europy Kobiet w Piłce Siatkowej

  Bilet - 50 zł, paliwo 30 zł, KFC - 20 zł... wrażenia z meczu na żywo reprezentacji siatkarskiej Kobiet w Mistrzostwach Europy... bezcenne :-)))
Szybka akcja, jedziemy na mistrzostwa, szybkie kupienie biletów i jedziemy. Pogoda co prawda nie do końca nas wspierała ale pogoda nam nie straszna. Droga jak droga z nieplanowanym dłuższym postojem w Pruszkowie, przez Rawę Mazowiecką - Hołek nas doprowadził do Łodzi, nie miał też problemów z doprowadzeniem nas do KFC (bo uwielbiamy KFC).
  Na Atlas Arena dotarliśmy gdy Holenderki przegrywały z Rosjankami 1:2 i odrazu przystąpiliśmy do kibicowania. Poniekąd dzięki temu właśnie (a jak) pomarańczowe odzyskały siły i wygrały dwa sety by wygrać całe spotkanie. Holland i Poland brzmią podobnie więc problemów z kibicowaniem nie było, sala w czasie tego spotkania wypełniła sie po brzegi. A jeszcze jak wczoraj kupowałem bilety to miejsca można było jeszcze wybierać dość dowolnie (te tańsze bo lepsze już poszły). W każdym razie mecz potoczył sie po naszej myśli choć momenty były ale to zawsze wzmaga doping (co z znowuż źle wpływa na gardło).  Widok na boisko był dość dobry dzięki niezłemu zoomowi jaki posiada mój aparat zdjęcia wyszły niezłe, gardło już przstało boleć (dzięki cukierkowi z dzikiej róży ;-)). Powrót do domu odbył się bez przeszkód tylko jeszcze w Łodzi przy wyjeździe na Warszawę małe korki (jednak te 13,5 tyś ludzi jakoś musiało się z tego miasta wydostać), do domu dotarłem ok 01:30
Zdjęcia z wypadu na Mistrzostwa Europy Kobiet w Siatkówce poniżej
Mistrzostwa Europy Kobiet
w Piłce Siatkowej 2009
Łódź - Atlas Arena
2009-10-02 11:30:34

Żegnaj lato na rok...

  W ostatni weekend lata, by tradycji stało się zadość pojechałem (z Izą) pożegnać się z morzem. Z planów wypadu do Grecji/Cypru/Egiptu nic nie wypaliło z powodu badań i wizyt u lekarza przed moją operacją więc choć resecik weekendowy trzeba było wykorzystać do odpoczynku.
Pogoda była rewelacyjna, po zrzuceniu bagaży do pokoju, ruszyliśmy nad morze, zaczynając od Darłówka Wschodniego (tak się składa że Darowo(ówko) znam już prawie jak własną kieszeń więc z powodzeniem mogłem być przewodnikiem po tej miejscowości. Po spacerku plażą wróciliśmy do domku by przygotować się do imprezy wieczornej :-)
  W moim przypadku przygotowania polegały w sumie na tym że próbowałem się przespać :-), nie wyspałem się bo na zachód słońca siakoś tak poszliśmy godzinę za wcześnie ale za to zachód był przepiękny i dobrze udokumentowany :-). Impreza dla nas potrwała do ok 1 w nocy ale tylko z tego powodu że dało znać o sobie zmęczenie podróżą, reszta towarzystwa wytrzymała jeszcze 3 godziny ale w większości byli to ludzie miejscowi.
Oczywiście wyspać się nie było mi dane, śniadanie z grilla (co uwielbiam) zakupy świerzych ryb (ble :P dobrze że to Iza się tym zajęła) spacer na punkt widokowy wraz z Piotrkiem i jego partnerką i cóż z lekkim poślizgiem w stosunku do planów ruszyliśmy w drogę powrotną by kilka minut po północy dotrzeć do domu.
Więcej zdjęć z reseciku weekendowego w Darłówku poniżej w galerii.
darłówko wrzesien 2009

2009-09-21 18:28:05

Wakacje z Jogą 2009

 Dworek w Charbrowie w którym mieszkałemJuż po raz drugi w tym roku wyruszyłem na kurs jogi (pierwszy mój wyjazd jogowy miał miejsce pod koniec grudnia zeszłego roku) kurs rozpoczynał się 10 sierpnia jednak ja jechałem już 8 przez co niestety nie miałem możliwości uczestnictwa w ślubie i weselu Kasi i Krzyśka (notabene nowa młoda para na weselu Marty i Pawła – zrządzenie losu :P).
 Tym razem poszedłem na całość i ćwiczyłem jogę dzielnie przez dwa kursy (czyli jak niektórzy liczą – nadrobiłem rok). Na pierwszym kursie wszystko mnie bolało (co jest normalne), wszystko mi się rozciągało (tzn to wszystko co się na jodze ćwiczy :P) i ćwiczenie nie sprawiało mi takiej przyjemności jak w drugim kursie gdzie już wszystkie bule przeszły i ćwiczyło mi się na tyle rewelacyjnie ze zaryzykowałem stwierdzenie że na trzecim „turnusie” byłbym jednym z lepszych.
Na drugi kurs dojechała moja siostra Renatka co dodatkowo mnie motywowało choć w giętkości to ja jej nie dorównam.
  Po przyjeździe do Charbrowa i rozstawieniu się w pokojach od razu ruszyliśmy do Łeby by przywitać się z morzem. Przywitałem się nie tylko z morzem, spacerując po plaży spotkałem kabaret Paranienormalni a jako że jestem ich fanem chciałem zrobić sobie zdjęcie na co się oczywiście zgodzili, zdjęcia robiła Małgosia (która mnie tam przywiozła), chwilę po zdjęciu wróciła się Ania (sensey) która zauważyła że nas nie ma obok i „dyskretnie” spytała „co to za ludzie?” a na tak zadane pytanie zanim ja zdążyłem odpowiedzieć Igor (odgrywający rolę Mariolki) powiedział ze „po prostu chcieli sobie zrobić zdjęcie z Waldkiem” a na pytanie „to wy znacie Waldka” Robert odpowiedział „wszyscy znają Waldka!”. Ania została na ziemi tylko pod wpływem silniejszej nad samym morzem grawitacji w innym miejscu z dumy uniosła by się do góry (i byłby problem kto poprowadzi kurs :P).
  Będąc nad morzem trzeba to wykorzystać do opalania się :-) niestety by nie dostać oparzeń wysmarowałem się kremem z filtrem 30 i mimo leżenia plackiem 5 godzin na plaży nie opaliłem się wcale (no dobra opaliłem się pod kolanami gdzie się nie do końca posmarowałem) oczywiście następnego dnia (i przez kolejny tydzień) pogoda była nie do końca do opalania, ale gdy pogoda się poprawiła zainwestowałem w krem z filtrem 5 i wyjechałem z Łeby opalony :-). Co wieczór (praktycznie) odbywałem przez całe dwa tygodnie spacery plażą na mniejsze lub większe dystanse, co spowodowało że po przyjeździe siostry miałem przygotowanie do tego by „z buta” uderzyć z Łeby na wydmy i z powrotem razem jakieś 20 km. W drodze powrotnej peeling miałem już taki dobry że zaczęło mnie boleć chodzenie po piasku i założyłem sandałki. To nie jedyna „kontuzja” jaka mnie spotkała, niestety bark znowu dał znać o sobie i znowu nie dałem razy robić stania na przedramionach :( za to robię już Salamba sarvangasanę czyli świecę oczywiście z pomocą krzesła). Nie mam żadnych nowych zdjęć jak ćwiczę bo robiłem głównie siostrze a ze ćwiczę jogę już nikogo nie dziwi i nie muszę niczego udowadniać :-).
  Poza jogą i spacerami trzecią główną rozrywką było polowanie na zachód słońca i to udało się dopiero pod koniec drugiego tygodnia dwa razy :-).
Co jeszcze o kursie, o ćwiczeniach nie będę pisał bo się nie znam (mimo że jestem instruktorem Savasany) za to jedzenie to coś na czym się znam a było pyszne, brakowało w nim tylko jednej rzeczy ale to głównie mi brakowało. Poza brakiem mięsa nie można było mu nic zarzucić, nie musiałem podlizywać się pieskowi bu podjadać z miski gdyż z reguły po obiedzie i kolacji byłem tak najedzony że nie miałem już miejsca :-)(przepisy Narine będą tutaj). Jako że to nie tylko moje zdanie świadczy że podczas drugiego kursu na ognisku panie z pokoju nr 7 wyśpiewały pod melodię „Hey Sokoły” utwór chwalący Kuchnię Narine i jej rodziny.
Powrót z Charbrowa nastąpił płynnie i bez większych sprzeczek z prowadzącym nas Krzysztofem Hołowczycem zaklętym w moim telefonie.
Wakacje z Jogą 2009 Charbrowo
2009-08-24 10:07:46

Wczesniejsze wpisy